Moja pierwsza wizyta na Antidotum Airshow w Lesznie była czymś, na co czekałem od miesięcy. Główny powód mojego wyjazdu był jasny: chciałem zobaczyć w powietrzu Panavię Tornado z niemieckich sił powietrznych. Ten samolot od zawsze robił na mnie ogromne wrażenie – charakterystyczna sylwetka, zmienna geometria skrzydeł i niskie, dudniące przejścia nad głowami, które na długo zostają w pamięci. I dokładnie to dostałem – potężny przelot Tornado to był moment kulminacyjny całego dnia, który przyprawił mnie o ciarki.
Ale Tornado nie było jedyną atrakcją. Pokazy były niezwykle różnorodne i profesjonalne. Duże wrażenie zrobił na mnie Eurofighter Typhoon, który w locie prezentował niezwykłą siłę, manewrowość i precyzję – klasyczny przykład współczesnej potęgi lotniczej. Nieco później pojawił się również śmigłowiec bojowy Tiger, którego dynamiczny, niemal akrobatyczny pokaz w powietrzu udowodnił, że helikopter wcale nie musi być nudny. Z kolei NH-90 zaprezentował się w bardziej taktycznej konfiguracji, pokazując swoje możliwości jako nowoczesny śmigłowiec transportowy i wsparcia.
Wśród zagranicznych zespołów akrobacyjnych ogromne wrażenie zrobiła na mnie rumuńska grupa Romanian Hawks . Baltic Bees z Łotwy zachwycili mnie synchronizacją i precyzją – ich pokaz był dynamiczny, kolorowy i doskonale skomponowany muzycznie.
Wieczór zwieńczył tradycyjny już w Lesznie pokaz z efektami pirotechnicznymi – samoloty przecinające zmierzch, ciągnące za sobą ogniste iskry i światła, stworzyły niesamowity klimat, niemal jak z filmu.
Podsumowując – choć przyleciałem głównie dla Tornado, dostałem coś znacznie więcej. Antidotum Airshow w Lesznie okazało się nie tylko pokazem lotniczym, ale prawdziwym świętem pasji, precyzji i lotniczego ducha. Już wtedy wiedziałem, że wrócę tu znowu — i to nie raz.























































